Roman Dziduch sporo znaczy w Platformie Obywatelskiej, choć jego kariera polityczna zaczęła się przed laty w Stronnictwie Demokratycznym. Tłumaczy, że uciekł do SD, żeby uniknąć PZPR-u, bo szefowie Celulozy, w której wtedy pracował, uważali, że powinien odwdzięczyć się za stanowisko mistrza w fabryce. Po przełomie skręcił jednak na prawo, wybierając najpierw Unię Wolności, a potem Platformę. Był nawet kandydatem partii na posła, ale mówi, że startował głównie dlatego, żeby wesprzeć listę. Uzyskał 4 tys. głosów, z czego ponad połowę od kostrzynian.