Rzekomy gwałciciel z Zielonej Góry - Styczeń 2010 roku. Policjanci ścigali, dziennikarze pisali, kobiety się bały, mężczyźni zapowiadali samosąd, a sprzedawcy gazu pieprzowego liczyli kasę. Niemal codziennie dowiadywaliśmy się o nowych ofiarach gwałciciela, a raczej gwałcicieli, bo mówiono o co najmniej dwóch. Kiedy nastąpił moment kulminacyjny tej historii?