DrukujDrukuj

Legenda zielonogórska: Duch w winiarni

Treść nie została jeszcze zweryfikowana przez moderatora.
Współautorzy:
  • chajewskid

Duch w winiarni Bywały takie czasy, że w Zielonej Górze wino płyneło strumieniami. Nawet miejscowy duch nie miał postaci białej damy, lecz hałaśliwego pijaczka. I to jest opowieść, której należy posłuchać przy ul. Pięknej (idziemy na wieżę Braniborską).

Duch pojawił się pewnego ranka jesienią 1834 r. Stary, zamożny kupiec Kalenbach wysłał na winnicę służącego, który miał przynieść do domu cześć wina. - Kiedy otworzyłem drzwi, coś z wielkim hukiem rzuciło się na mnie - opowiadał przerażony służący. - Duch szalał po całym parterze, po czym schował się w kominie. Wysłany na rekonesans syn gospodarza stwierdził zjawisko. Główne straty: świeże wino z tegorocznych zbiorów. Duch sporo go wypił. Kupiec Kallenbach nie mógł się nadziwić, jak stwór może pić młode wino, skoro najlepsze jest to, które swoje odleży.

Duch - amator wina - pojawił się jeszcze kilka razy. A dom, który nawiedzał, stoi do dzisiaj przy ul. Pięknej. Powstał ok. 1820 r. i jest jednym z najstarszym tzw. domów winiarzy, czyli obiektów stawianych przez zielonogórzan na winnicach. Pełnił funkcję składów na narzędzia i beczki, a z czasem domów mieszkalnych. Na przełomie XIX i XX w. mieściła się tutaj restauracja Winny Zamek.

A co z duchem? Nigdy go nie było. To młody Kallenbach najpierw urządził sobie tutaj libację, a później zwalił wszystko na ducha. Do oszustwa przyznał się tuż przed śmiercią.

Brak głosów