Bez właściciela dom umiera
W każdym kraju na świecie zagłębie pałacowe, jakim jest południe naszego województwa, byłoby oczkiem w głowie władz i powodem do dumy. My pozwalamy, by prawdziwe dzieła sztuki się zawaliły. I później lamentujemy nad rozlanym mlekiem.
Wiechlice słyną z lotniska. Niewiele osób wie o pałacu, który przez lata krył się w chaszczach, czyli dawnym parku. Po roku pracy koparki i spychacza widać już nawet pomnikowe drzewa.
- Przyjechałem z Lubelszczyzny i byłem zszokowany liczbą wspaniałych obiektów zabytkowych, które tu macie - mówi właściciel pałacu Zbigniew Czmuda. - Praktycznie w każdej wsi jest pałac. W innych częściach kraju tego nie ma. Ale w jakim te budynki są stanie...
Tylko łapią się za głowę
W środę razem z pasjonatami z muzeum w Szprotawie wybraliśmy się w objazd szlakiem pałaców na południu województwa. Ten w Wiechlicach był pierwszy. Czmuda opowiada, że wraz z żoną odwiedził w Niemczech potomków ostatnich właścicieli pałacu Neumannów. Gdy zdradził swe plany, złapali się za głowy. Niestety, bywają tu co kilka lat i z bólem obserwowali, jak ich rodzinna siedziba obraca się w ruinę.
- Chcielibyśmy urządzić tu centrum rehabilitacyjne i odchudzające, oparte na ekologicznej żywności, produkowanej w okolicy - tłumaczy Czmuda. - Na razie robimy porządki po PGR i Rosjanach. Z rodziną zamieszkam w dawnym domku ogrodnika.
Zresztą Czmudę dziwi u nas wiele rzeczy. Chociażby niszczejący betonowy pas lotniska. W innych rejonach kraju wielbiciele lotnictwa marzą chociażby o skrawku trawy. Jeśli uda mu się wydzierżawić pas w Wiechlicach, chciałby stworzyć porcik lotniczy, gdzie lądowałyby prywatne, niewielkie samoloty. A coraz liczniejsze grono ludzi chce poznawać świat w ten sposób. A okolica pod względem turystycznym jest niesamowita...
Całkiem jak we Francji
Przed pałacem w Cieciszowie stanęliśmy jak wryci. Piękny. Pod warunkiem, że bardzo wytężymy wyobraźnię. Piętrowa, klasycystyczna budowla, murowana z cegły, na planie zbliżonym do kwadratu. Uwagę zwraca czterospadowy dach z belwederem, który oświetla centralnie umieszczony hol z klatką schodową. Jak w pałacach znanych chociażby z Francji...
Przez wiek XV i XVI właścicielami miejscowości był ród von Kittlitz, potem von Landskrokron, w XVIII wieku von Knobelsdorff. Około 1825 roku majątek kupił Gustaw Louis von Kesel, który zbudował obecny pałac. Od rodziny von Kesel w roku 1903 dobra zakupił Eberhardt Friedrich Mortimer. Później był PGR, Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa i właściciel prywatny. Dziś najbardziej eksponowanym elementem jest dziwna, betonowa toaleta...
- Właścicielka mieszka gdzieś pod Wrocławiem - opowiada spotkany mieszkaniec. - Jak PGR się skończył, to wszystko się zaczęło sypać.
A dodaje, że jeszcze kilkanaście lat temu pałac był określany jako najlepiej zachowany w okolicy.
Niedługo runie dach
Do Suchej Dolnej przyjechaliśmy któryś raz z kolei. Za każdym jest coraz gorzej. Kilka lat temu pisaliśmy o sukcesie, jakim były pierwsze prace zabezpieczające dach. Dziś folia już kruszeje, przez dziury widać niebo.
- Dobrze, że przed laty starannie obfotografowaliśmy ten obiekt - podkreśla Maciej Boryna. - Większości elementów wystroju już nie ma. Kiedyś pytał mnie jeden z mieszkańców, czy chcę kupić któryś z elementów zdobniczych, bo on może załatwić.
Ten pałac miał pecha. Kupił go Austriak, który miał ambitne plany. Niestety, zmarł. To ostatni moment na ratowanie budowli, bo gdy zawali się dach...
W Witkowie znajduje się najlepiej zachowana w regionie rycerska siedziba z XV wieku. Tu także trzeba uwierzyć na słowo honoru. Z zewnątrz zaczyna wyglądać tragicznie. Nie dość, że widać ślady wielu przebudów, to teraz „pięknie” sypie się gont.
- Losy tego zamku bolą chyba najbardziej - dodaje Krzysztof Wachowiak. - Kiedyś, trochę na dziko, gospodarzył tu pewien ogrodnik. Naprawdę starał się o to dbać. Teraz wszystko się skończyło. Nie wiem, może nam udałoby się nim zająć, ale jest właściciel. Wieża rycerska w Siedlęcinie, jest atrakcją turystyczną i zabytek zarabia na swoje utrzymanie.
Nie przynosi dochodu
W Siecieborzycach po pałacu oprowadza nas dzierżawca. Zajmuje się rolnictwem i przyznaje, że nie stać go na jakiekolwiek prace. Owszem, podoba mi się obiekt, zwłaszcza atrium. Pałac jest w dobrym stanie. Jak żartują we wsi, poprzedniemu właścicielowi - zakładowi rolnemu - zabrakło dwóch lat, by zakończyć remont.
- Nie możemy sobie pozwolić na inwestowanie w coś, co nie przyniesie dochodu - tłumaczy jeden z dzierżawców. - Pewnie, że chcielibyśmy coś zrobić, ale życie jest brutalne.
Czmuda opowiada, że kiedy jechał tu z Lubelszczyzny, sądził, że zachodnia część Polski jest bardziej cywilizowana. Ale gdy popatrzył na stan naszych zabytków... Pasjonaci historii, pytani o przyczyny takiej rozsypki, wskazują przede wszystkim na źle skonstruowane prawo. Przez lata zabytki traktowano jako sposób na szybkie wzbogacenie. Kupić za grosze, wziąć kredyt... Później sprzedać. A kolejnych właścicieli nie można rozliczać z pierwotnych deklaracji dbałości o zabytek. A jeszcze biorąc pod uwagę korowody towarzyszące wywłaszczeniu nierzetelnego właściciela...
- To już naprawdę ostatni dzwonek - dodaje Wachowiak. - Na naszych oczach rozpadło się tyle wspaniałych budowli. Nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków i ich śladem idą następne...
Tych zabytków nie zniszczyła wojna...
- Zgłoś naruszenie
- Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować

Komentarze (0)